niedziela, 17 listopada 2013

" It's just a dream...but whether certainly? "- Rozdział I


Krzyk. Zrywam się z łóżka.
-Jessy?!
Biegnę do pokoju siostry.
Leży na ziemi.  Nie! Ona nie może umrzeć.
On tam stoi. Patrzy na dziewczynką z  szyderczym uśmiechem. Mała powoli się wykrwawia.
-Ness- mówi cicho siostrzyczka, krztusząc się własną krwią.
Mężczyzna powoli podnosi głowę.
- Widzisz? Ona umiera. Już jej nie ochronisz. To jest twoja wina...- wypowiada te słowa głosem przesyconym jadem.
Szybko znajduję się obok mnie
-Teraz umrzesz ty- szepcze mi do ucha po czym zadaje cios nożem prosto w brzuch.
Zsuwam się na kolana. W uszach brzmi mi ostatni krzyk Jessy. Ona umiera.. Ja także...
***
Otworzyłam oczy. Z przerażeniem  zaczęłam rozglądać się po pokoju.
"Nic się nie stało"- przebiega mi przez myśl
Słyszę czyjś głos.
-Nie! Nie zabijaj jej!
To moja siostra.
Z lekkim niepokojem idę do jej pokoju powtarzają w myślach:" To tylko sen, to tylko sen..." 

Wchodzę i zauważam jak Jessica rzuca się po łóżku.
-Ej mała. Jessy. Obudź się.- starałam się ją obudzić
-Nessy!- dziewczynka przytula mnie mocno
-No już spokojnie...Co się stało?- pytam , i przytulam ją
- On.. on znowu tu był, znów przyszedł. Chciał mi cię zabrać, tak jak tatę- szeptała drżąc lekko
- To tylko sen on tu nie przyjdzie. Śpij.
Przytuliłam ją jeszcze raz, po czym przykryłam kołdrą.
Opuściłam jej pokój i poszłam się przebrać. Wiedziałam już, że nie zasnę...
Te sny, koszmary, które nie pozwalają spać. Ciągle się powtarzają. Dlaczego? Ponieważ ojciec Mu się postawił. Ochronił nas przed Nim. A On? Zabił nam tatę, zabił wielu innych. A ja to widziałam. Mama zaś, nie mogła tego wytrzymać. Tej samotności, tego bólu... Umarła z tęsknoty za swoim mężem. Zostałyśmy z Jessy same. Jednak nie do końca. Pewna hmm.. grupa pod nazwą Avengers  pomaga nam i zapewnia ochronę gdyby.. Gdyby On raczył wrócić. Bardzo zaprzyjaźniłam się z nimi.. Oczywiście nie licząc Starka, który działa mi na nerwy. Zaśmiałam się w myślach.
Weszłam do kuchni. Wstawiłam wodę na kawę i zrobiłam śniadanie. Spakowałam Jessy kanapki do szkoły, a sobie do pracy.
Pracuję w bibliotece. Zazwyczaj nie mam dużo do roboty, więc lubię tę pracę. Czasem dorabiam też naprawiając samochody. U nas na osiedlu jest także świetlica gdzie dzieci spędzają swój czas. Chodzę tam pomagać innym. Lubię to robić. Zawsze byłam tak wychowywana, żeby nieś pomoc potrzebującym.
Po około godzinie Jessica weszła już ubrana do kuchni.
- Będziesz musiała jechać autobusem. Ja dziś mam się zająć samochodem Darvisa.
- Oki. A po szkole mogę iść do Lily?
- Oczywiście- przytuliłam ją- Uważaj na siebie

Tak wiem jestem wredna ^^ Miło słyszeć Loczku
No to... CDN!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

1xff#ffffffxff2xff♬xff20xff100xff100xff3xff0xff50xff0